• Wpisów:37
  • Średnio co: 79 dni
  • Ostatni wpis:8 lata temu, 11:56
  • Licznik odwiedzin:29 762 / 3027 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Pomysł na wyprawę do Turcji i Gruzji urodził się kilka lat temu. Mateusz i Magda planowali wyjazd już od dawna ale zawsze na drodze stawały jakieś przeciwności losu: wojna, zamknięte granice, brak funduszy. Kiedy wszystkie problemy rozwiązały się temat wyjazdu wrócił jak bumerang. Nareszcie będą mogli zobaczyć świat o którym tyle słyszeli.
Żeby było im raźniej na wyprawę zabrali Karola i Edytę którzy nigdy wcześniej nie byli tak daleko motocyklem. Karol i Edyta zastanawiali się intensywnie ale krótko, taki wyjazd to przygoda życia.
Teraz pozostało przygotować wszystko do wyjazdu. Kompletowanie ekwipunku, części zamiennych do motocykli, kluczy, apteczki. Wszystko zajęło co najmniej miesiąc. Uff!
Trasa wyznaczona, motocykle przygotowane, humory dopisują. Czas ruszać. Według planu jedziemy przez Słowację, Węgry, Rumunię, Bułgarię i Turcję do Gruzji.

„Spotkanie z niedźwiadkiem”

Po zaskakująco szybkim przejechaniu Słowacji i Węgier zmęczeni walką z cisnącymi się na wąskich drogach ciężarówkami w Rumuni postanowiliśmy odbić w rzadziej uczęszczane drogi górskie. Skierowaliśmy nasze motocykle na jedną z piękniejszych dróg w Europie, przechodzącą przez wysokie na 2500m n.p.m. góry Fogarskie. Ostre serpentyny wśród skalnych urwisk zrobiły na nas ogromne wrażenie. Po drodze mieliśmy okazje oglądać jedną z najwyższych tam na świecie. Najbardziej emocjonujące jednak było spotkanie z niedźwiedziem który ku naszemu zaskoczeniu siedział sobie na drodze. Wyglądał jakby łapał stopa.
Rumunia to także barwne, tętniące życiem wsie w których często wozy ciągnione są przez woły i osły a w miasteczkach kilka razy przedzieraliśmy się przez prowadzone na pastwiska stada owiec.

„Stambuł”

Wjeżdżając do Turcji od razu zwróciliśmy uwagę na jakość dróg: szeroki e, wielopasmowe, równe, i co najważniejsze ciągle ulepszane. Naszej uwadze nie umknęły także ceny paliwa, znacznie wyższe niż zakładaliśmy- 6,80 zł za litr. Po nudnej niekończącej się przeprawie autostradą wjeżdżamy do gwarnego, przesadnie zatłoczonego Stambułu. Przeraża nas ilość samochodów, ogrom przemieszczających się ludzi, chaos, zbyt często używany klakson. Warszawa w godzinach szczytu wydaję się być spokojnym, sennym miasteczkiem. Tego się nie da opisać, wszyscy wszystko sprzedawali, gdzieś jechali, gdzieś szli. W tym całym zamieszaniu poszliśmy zobaczyć największe meczety tego miasta. Prawdę mówiąc większe wrażenie zrobił na nas gwar i zamęt przemierzanych ulic. Nie potrafiliśmy zwiedzać zabytków w tym całym zamieszaniu. Dlatego wsiedliśmy na motory i heja. Warto wspomnieć że Turcy zagadywani przez nas po angielsku byli zimni i nieprzychylni, dopiero gdy wyjaśniliśmy że jesteśmy Polakami otwierali dla nas swe serca.

„Deszcz”

Szum Morza Czarnego miał ukoić nasze potargane wielkomiejskim chaosem nerwy, i ukoił a nawet nawilżył ponieważ do szumu fal przyłączył się także szum padającego deszczu. Załamanie pogody było szczególnie intensywne nad morzem dlatego po jednodniowej próbie przeczekania w strugach deszczu zebraliśmy manatki i udaliśmy się w głąb lądu na poszukiwanie lepszej pogody. Podobno był to najbardziej deszczowy wrzesień od 100 lat w Turcji a deszcze prześladowały nas jeszcze wielokrotnie.
Myśliwi i polowanie na ptaki

„Bajkowe góry”

Gdy rozstąpiły się ołowianie chmury naszym oczom ukazały się góry o przepięknych barwach, nigdy nie przypuszczaliśmy że góry mogą mieć takie intensywne kolory. Dziewczyny powiedziały nawet że jesteśmy w raju. Kolejne zakręty odsłaniały nowe łańcuchy górskie pomalowane na coraz bardziej niespotykane/zaskakujące kolory. Nie mogliśmy nacieszyć oczu widokami. Za każdą pokonywaną przełęczą odkrywaliśmy coś czego absolutnie się nie spodziewaliśmy. To naprawdę był raj. Góry z łagodnych, zamszowych zmieniały się w skaliste z przepaściami przy drodze by za chwilę stać się pokrytymi drzewami drapaczami chmur. Dalej postanowiliśmy jechać drogami polnymi, chcieliśmy być bliżej przyrody. Droga którą wybraliśmy ukazała nam jeszcze jedno piękno gór– były nim Tureckie wioski, małe domki z kamieni, wąskie dróżki często przecięte strumykami, mieszkańcy w regionalnych strojach. Pokonując kilkadziesiąt kilometrów szutrami mijaliśmy kolejne wioski by w końcu wjechać na jeden ze szczytów mający ponad 2000 metrów. W dalszej części podróży drogami asfaltowymi wjechaliśmy na 2600m n.p.m. mijając kilka zamkowych ruin rozmieszczonych na szczytach większych lub mniejszych gór. Drogi zmieniały się z krętych w jeszcze bardziej kręte a czasami bardzo wąskie, lub pozbawione pobocza. Kilka razy włosy jeżyły nam się na ciele gdy zza zakrętu wyłaniał się bus i nie było już czasu na hamowanie, poboczem była kilkudziesięciometrowa przepaść a miejsca na wyminięcie właściwie za mało. Na szczęście wszystko kończyło się dobrze.

Wartym wspomnienia jest miasto Amasya w którego centrum znajduje się stroma skalista góra na której szczycie są ruiny twierdzy rzymskiej. Widok z twierdzy na panoramę całego miasta zatykał dech w piersiach. W twierdzy znajdował się nie zabezpieczony ogromny tunel prowadzący w głąb góry, odwagi wystarczyło nam żeby zejść na jakieś 30 metrów.
Po drodze często na poboczu spotykaliśmy drzewa oblepione figami lub granatami. Były smaczne jednak cudownych Bułgarskich winogron zerwanych z przydrożnych plantacji nic nie przebiły.

„Krowolandia”

No i nadszedł czas na wjazd do Gruzji. Już na przejściu granicznym zaskoczyła nas niezwykła uprzejmość Gruzinów- dalej było tylko lepiej. Padał deszcz więc humory mieliśmy niespecjalne do momentu w którym zobaczyliśmy pierwszą krowę na ruchliwej drodze asfaltowej. Po 20- tej przestaliśmy liczyć: stały na szosie, leżały, spacerowały a nawet załatwiały się na niej. Jadąc mijaliśmy także inne zwierzęta domowe spacerujące po jezdni. Były tam świnie, osły, owce, kozy, konie, kaczki, indyki. To naprawdę była droga jedna z główniejszych pomimo tego żaden z kierowców nie protestował kiedy przed maską stawało mu zwierze a on musiał je omijać- krowy raczej nie schodziły z powodu samochodu z drogi, właściwie nic sobie z tego nie robiły. Widocznie w tym kraju stwierdzono że wyganianie zwierząt na pastwiska jest nie praktyczne skoro tyle trawy rośnie na poboczu. Dziwnie przyglądaliśmy się także rurom którymi opasane były mijane wsie- potem okazało się że to zwyczajna instalacja gazowa skutecznie szpecąca okolice.

„Skalne miasta”

Gruzja zaskoczyła nas budowlami jakie mieliśmy okazje oglądać: Świątynie, Kościoły , Monastyry zbudowane nawet kilkanaście wieków temu. Podziwialiśmy je ale w zachwyt wprowadziły nas wydrążone w skałach miasta. Uplisciche zostało zbudowane 2000 lat p.n.e. Wykute przejścia, pomieszczenia mieszkalne a nawet teatr w skale robiły wrażenie. Dotykaliśmy śladów które zostały wydeptane przez tysiące ludzi na przełomie kilku wieków. W okolicach tego miasta postanowiliśmy nocować. To wtedy nocą usłyszeliśmy wystrzały z karabinów a także wybuchy. Nasze obawy podkręcała świadomość że znajdujemy się 20 kilometrów od Osetii w której rok temu trwała wojna. Naprawdę przerażeni poszliśmy spać by rano dowiedzieć się że były to ćwiczenia na oddalonym o parę kilometrów poligonie. Odprężeni ruszyliśmy dalej. Drugim jeszcze większym miastem wydrążonym w skale jest Wardzia – zbudowanym w XII wieku, wyposażonym w system kanalizacji i wodny potrafiło pomieścić od 20 do 60 tysięcy ludzi. Pomimo trzęsienia ziemi które zniszczyło 2/3 miasta odkrywając je zachowała się ogromna część tuneli i komnat. Zapewniam że było na co popatrzeć.

„Ponad 5 tysięcy metrów”
Gruzińską drogą wojenną uzbrojoną w częste dziury ale także wspaniałe widoki dojechaliśmy do Kazbegi, miasteczka położonego u podnóża wysokich na ponad 5000m n.p.m. gór. Na pobliskim wzgórzu położonym wyżej o 350 metrów nad miastem znajduje się kościół Gergeti do którego wspinamy się motocyklami . I znowu ciężko oddychać widok zapiera dech a my cieszymy się że daliśmy radę, to najdalej położone miejsce naszej wyprawy. Po sesji zdjęciowej rozpoczynamy drogę powrotną. Gruzja jednak przygotowała dla nas jeszcze kilka wrażeń a jedno z nich pojawiło się bardzo szybko. Zaczęło padać, potem lać, my na wysokości 1700m, gęsta mgła, widoczność na maksymalnie 5 metrów, dzień dobiega końca. Zjeżdżamy bardzo krętymi drogami, jest bardzo niebezpiecznie, powoli pokonujemy kolejne zakręty. Niestety w BMW Mateusza i Magdy przebija się tylna opona. Przemoczeni, w nocy, w strugach deszczu po godzinie poszukiwań znajdujemy hotel – uff jesteśmy uratowani.

„Gruzińska życzliwość”

W Gruzji spotkaliśmy się z wielką życzliwością Gruzinów i Ormian. Kilka razy biesiadowaliśmy z tubylcami. W pewnej wsi spotkaliśmy młodego chłopaka o imieniu Goga, jego brat Sergiej gra w Warszawie w rugby. Innym razem Ormianin Sewa przenocował nas w swym remontowanym domu a jego sąsiedzi obdarowali nas swojskim serem i chlebem a także pokazali szkołę podstawową. Na największą uwagę jednak zasługuje Anton, spotkaliśmy go około godziny 22 w nocy. Zatrzymaliśmy się aby spytać gdzie możemy kupić chleb, napotkany pięćdziesięciokilkuletni człowiek chcąc upewnić się że trafimy biegnie prowadząc nas do piekarni. Gdy zauważył że ustalamy gdzie rozbijamy namioty natychmiast proponuje nocleg i garaż dla motocykli. Okazało się że to nie tylko nocleg ale także biesiada ze swojej roboty smakołykami takimi jak: zawekowane figi, kompot z brzoskwiń, wino które przy najważniejszych toastach wypijaliśmy z krowich rogów i robiący największe wrażenie ser (do dziś nie wiemy jak można zrobić ser który ma konsystencje gotowanego mięsa piersi z kurczaka). Obrusem była piękna zasłona ponieważ Anton nic innego nie znalazł a jak powiedział „obrus dla takich gości musi być”. To niesamowite ale ten człowiek częstował nas wszystkim co najlepsze, traktował nas jak braci. Wznosiliśmy toasty za nasze rodziny i kraje, całując się po tych najważniejszych według gruzińskiego zwyczaju. Wreszcie spaliśmy w normalnych łóżkach- dodatkowo każda para w swoim pokoju. Do tej pory słyszeliśmy o gruzińskiej życzliwości, od tej pory wiemy co ona znaczy. To niezwykłe przeżycie spotykać kogoś obcego kto chce Ci bezinteresownie pomóc.

„Na mapie żółta w rzeczywistości brązowa”

To była przygoda której nam brakowało. Padał deszcz a my przemierzaliśmy Gruzje w drodze powrotnej do Turcji. Chcąc zaoszczędzić kilkaset kilometrów wybraliśmy drogę na skróty. Uzupełniliśmy paliwo na stacji w której jeden człowiek z obsługi trzymał węża a drugi włączał pompę - skończyło się oczywiście przelaniem. Droga była zaznaczona kolorem żółtym na mapie czyli nie najgorsza, w rzeczywistości była brązowawa od gliny, błota, ostrych kamieni a także ogromnych kałuż. Przeprawialiśmy się z prędkością 10- 20 km/h w ciągle pokrapującym deszczu z nadzieją że za chwilę za następnym zakrętem pojawi się asfalt. Ale asfalt się nie pojawiał, nawierzchnia zmieniała się jak w kalejdoskopie z gliny na kamienie, z kamieni na kałuże. Po przejechaniu 30 kilometrów było jasne że do najbliższego asfaltu zostało jeszcze 70km a najlepsze dopiero przed nami. I rzeczywiście, gdy drugiego dnia znowu rozpoczęliśmy karkołomną przeprawę, pojawiła się glina tak lepka, że w moim(Karola) motocyklu zblokowało się przednie koło. Dopiero po paru upadkach zorientowaliśmy się że koło ślizga się tylko a nie kręci. Po wielu próbach wydłubania błota z pod błotnika postanowiliśmy zdjąć go i pomogło. Pokonaliśmy ten 100 kilometrowy odcinek błota. Potem mieliśmy jeszcze jeden odcinek tego typu ale trochę łagodniejszy – 180km. Gruzja to kraj w którym asfalt można znaleźć jedynie na drogach głównych, turystycznych a także w obrębie miast. Często zdarzało sie że droga asfaltowa kilka kilometrów za miastem zmieniała się w słabej jakości drogę gruntową.

„Kapadocja”

Ostatnim wspólnie zwiedzanym miejscem była Kapadocja w Turcji a dokładniej miasto w skale Uchisar z którego szczytu, przy pięknej pogodzi e mogliśmy podziwiać bardzo nietypowe góry. Niskie, postrzępione, z dominującymi skalnymi formami w postaci grzybów, kolumn, stożków z których niektóre do dziś zamieszkane są przez tubylców. Widok tych jasnych skałek które rozciągały się aż po horyzont uspokajał, dodawał wewnętrznej energii a jednocześnie chwytał za serce i nie chciał puścić. No cóż, rozstanie w takim miejscu było bardzo trudne.

KAPADOCJA

Kapadocja jest to kraina centralnej Turcji. Jest to jedno z najciekawszych i najpiękniejszych, a przy tym oczywiście najbardziej turystycznych miejsc w Turcji.
Zazwyczaj omijamy te miejsca gdzie są 100-tki turystów, ponieważ wtedy ciężko się zwiedza, a przy tym wszystko jest nadzwyczaj drogie. Jednak Kapadocji nie da się nie zobaczyć, będąc w tam, jest to niesamowite miejsce, gdzie możemy podziwiać wytwory natury wprost „ nie z tej ziemi”. Miliony skał i skałek w różnych barwach i odcieniach tworzące las stożków, często jeszcze zamieszkanych przez ludzi-tworzy widok zapierający dech w piersiach. A dzięki naszym wspaniałym rumakom mogliśmy obejrzeć wszystko dokładnie, omijając tłumy i wjeżdżając również tam, gdzie turyści zazwyczaj nie docierają. Niestety Kapadocja była ostatnim punktem naszej wyprawy, który zwiedzaliśmy jeszcze we czwórkę, patrząc na te zachwycające krajobrazy musieliśmy się pożegnać, co było bardzo trudne po tylu wspaniałych przygodach i ciężkich chwilach wspólnie spędzonych.


POMOC TUBLCÓW


Podczas wyjazdu mieliśmy wiele mało sympatycznych przygód na przykład złapanie gumy w górach podczas ulewnego deszczu i to w sobotę w nocy, ale wbrew pozorom każdą z tych przygód będziemy dobrze wspominać i długo pamiętać…..
Którejś nocy po raz kolejny już podczas wyjazdu złapaliśmy gumę, oczywiście w górach, po ciemku i żeby nie było za łatwo to w sobotę. Mimo, że to już nasza druga dziura w oponie to nie mamy żadnego zabezpieczenia na tą ewentualność, więc musimy szukać pomocy z zewnątrz. Postanawiamy po odpinać wszystkie bagaże, żeby motocykl był lżejszy i sprowadzić go do wioski oddalonej o jakiś kilometr. Tam nie możemy się zbytnio dogadać, ale okazuje się, że jest dziewczynka, która zna troszkę angielski. Próbujemy zalepić dość dużą dziurę mało profesjonalnym kołkiem zrobionym z kawałka sznurka wysmarowanego butaprenem, a miejscowi sprowadzają ciągnik z kompresorem, żeby napompować nam koło. Wygląda na to, że powietrze nie schodzi, ale mimo to postanawiamy przenocować w wiosce, żeby znowu nie utknąć gdzieś w środku nocy z „kapciem”. Pytamy więc zaprzyjaźnioną już Turecką rodzinkę czy możemy rozbić namiot na ich polu, ale oni oczywiście zapraszają nas do domu, po dłuższych pertraktacjach udaje nam się ustalić miejsce naszego noclegu w namiocie na ich podwórku, ale kolację musimy zjeść, nie interesuje ich że godzinę wcześniej jedliśmy już.
Kolacja i obcowanie z tą turecką rodziną okazuje się być kolejną ciekawa przygodą, poznajemy ich zwyczaje kuchnie sposób codziennego życia, wszystko wygląda zupełnie inaczej niż w Polsce. Bardzo mile zaskoczyła nas postawa tych ludzi , gdyż widzieliśmy, że są bardzo biedni, a mimo to przyjęli nas jak rodzinę poczęstowali czym mogli i służyli pomocą, a o zapłacie nie było mowy.


PAMUKALE, EFEZ

Kolejne magiczne miejsce w Turcji, gdzie nawet tłumy turystów nie przeszkadzają, prawie ich nie zauważamy przez zachwyt i zaciekawienie tym co nas otaczania. A są to niesamowite tarasy wapienne, ukształtowane przez płynącą wodę nasycona minerałami. Śnieżnobiałe osady wapienne rażą nasze oczy, odbijając ciepłe promienie słońca. Już Rzymianie docenili piękno i właściwości lecznicze bijących na szczycie wzniesienia źródeł termalnych, budując tu wspaniałe miasto, którego ruiny mogliśmy podziwiać. Pamukale było wspaniałą odskocznią od motocykla, bo mogliśmy nasze obolałe zadki wymoczyć w gorących leczniczych źródłach.
Kiedy zauważyliśmy, że w basenach wapiennych przybywa coraz więcej ludzi, szybko uciekliśmy stamtąd w stronę pobliskiego Efezu. Niestety tego dnia nie udało nam się już zobaczyć najlepiej zachowanego antycznego miasta w Turcji ponieważ zmierz nieuchronnie się zbliżał. Postanowiliśmy zorganizować nocleg na plaży Morza Egejskiego. Aby zrobić pranie w słodkiej wodzie szukaliśmy miejsca, gdzie do morza wpływa pobliska rzeczka, przemierzyliśmy motocyklem kilometry nadmorskich plaż, podziwiając piękny zachód słońca i walcząc z grząskim piaskiem, który skutecznie bronił naszemu GS-owi dostępu do morza.
Wczesnym rankiem rozpoczęliśmy zwiedzania antycznego miasta, ale w porównaniu z cudami przyrody, które widzieliśmy do tej pory wypadło kiepsko. Turcja jest bogata w antyczne zabytki, a Efez był jednym z wielu miast, które do tej pory zobaczyliśmy, i wcale nie zrobił na nas tak dużego wrażenia jakie powinno zrobić najlepiej zachowane miasto.



NAJBARDZIEJ ZATŁOCZONA DROGA MORSKA

Szczególnie utkwiła nam w pamięci przeprawa przez cieśninę Dardanele, cieśnina ta jest ponoć najbardziej zatłoczoną droga morską na świecie, dzięki temu płynąc starym, rozklekotanym promem mogliśmy podziwiać dziesiątki statków, stateczków i olbrzymich okrętów, przepływających przez wąski przesmyk pomiędzy dwoma skałami zwięczonymi średniowiecznymi zamkami. Patrząc z daleka wydawało się, że zamki są w stanie zatrzymać nadpływające okręty, broniąc im dostępu do Morza Śródziemnego, leczy gdy potężny transatlantyk zbliżył się odpowiednio blisko, ogromny, masywny kadłub statku sprawiał, że zamek stawał się tylko piaskową zabawką na plaży.
Pochłonięci niecodziennymi widokami nie zauważyliśmy kiedy nadszedł zmrok, nocleg udało nam się zrobić tuż nad wodą. Długo nie mogliśmy usnąć, budzeni pomrukiem potężnych silników i hukiem fal wzburzonych przez morskie olbrzymy. Jednak niedogodności te były niczym w porównaniu z widokiem jaki zafundowało nam budzące się słońce.

„Motocyklami”

Dlaczego na taką wyprawę motocyklami? A no dlatego bo z za kierownicy motocykla świat jest na wyciągnięcie ręki, to dzięki nim dotarliśmy w miejsca do których samochód by się nie przedostał a na piechotę nie mielibyśmy czasu. Przemieszczając się motocyklem ciągle zwiedzasz, wszystko jest blisko, otacza Cię, motocykl nie ogranicza a wręcz daje większe możliwości. Po drugim mandacie dowiedzieliśmy się, że w Turcji motocyklem można jechać maksymalnie 70km/h.
Spaliśmy pod namiotami w przypadkowych miejscach starając się żeby w pobliżu było jezioro lub rzeka a także najlepiej suche drzewo na ognisko. Oczywiście nie zawsze było tak kolorowo- czasem zadowalaliśmy się kawałkiem łąki na której zmieści się namiot. Posiłki przeważnie przygotowywały dziewczyny na kuchence opalanej benzyną. Kilka razy mieliśmy nawet jajecznicę. W Turcji w marketach/sklepach nie można było kupić konserw ani kiełbasy, jedynie coś podobnego do grubej parówki. Kebaby lub ichniejsze szybkie dania tylko w częściach turystycznych lub większych miastach.

To była przygoda której nie zapomnimy. Przed wyjazdem nie wierzyliśmy że damy radę, po powrocie wiemy że możemy więcej.
 

 
Witajcie,
w linkach znajdują się kolejne zdjęcia-częściowo opisane.

http://picasaweb.google.pl/karol.makosa/WypawaGOwne?authkey=Gv1sRgCK2QovCGifmXsQE&;feat=directlink

http://picasaweb.google.pl/karol.makosa/WyprawaDodatkowe?authkey=Gv1sRgCJe865fIj93HWg&;feat=directlink
Zerknijcie w wolnej chwili.
  • awatar Gość: hehe częściowo chyba tylko przy jednym jest opisik heheh pozdrawiam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
ok witajcie. dzisiaj dodam zdjęcia z aparatu Edi. Zerknijcie w wolnej chwili.

http://picasaweb.google.pl/karol.makosa/KaukazNaj?authkey=Gv1sRgCPiy2uH1mrGTmAE&;feat=directlink
 

 
Ekipa I jest w trakcie podróży powrotnej. Byli w Grecji a dziś nocują w Bułgarii. Udało im się zasłużyć na mandat ale nie wiem w którym państwie. Dzisiaj przed snem urządzili sobie piwobranie
 

 
Postaramy się opowiedzieć kilka ciekawych historii z wyprawy, a także opisywać przedstawiane zdjęcia.
 

 
Widziałem już część zdjęć z Edyty małego aparatu i muszę powiedzieć, że wśród wielu różnych są i takie które w pełni oddają klimat fotografowanych miejsc i sytuacji. Oczywiście w taki czy inny sposób podzielę się nimi z Wami jeszcze w tym tygodniu. Także te z dużego aparatu Mateusza zaprezentujemy po powrocie pierwszej ekipy.
Podczas podróży nakręciliśmy około 10 godzin filmu ale oglądanie surowego materiału nie ma sensu. Mam nadzieje, że wkrótce powstanie film który ukażę wyprawę taką jaka była.
 

 
Mateusz i Magda jeszcze w podróży. Zwiedzili Kapadocję - kosztując podczas noclegu tamtejsze wino, Pamukale czyli wapienne tarasy, wybrzeże Morza Egejskiego.Wiem, że zastanawiają się nad Grecją a może już tam są. Pogodę mają piękną chociaż w piątek ma się zmienić. Tylne koło znowu zaczęło gubić powietrze (przebite) ale już zostało odrestaurowane
 

 
No i wróciliśmy. Powrót był wyzwaniem, przejechaliśmy 2700km w dwóch etapach: dzień noc dzień 1800km,następnie w 14 godzin 900km. To było dość męczące- tym bardziej że przeważnie jechaliśmy autostradami przy prędkości 110- 115km/h, na więcej nie pozwalał motor. Gdyby można było jechać szybciej to i nie byłoby takie nużące i kilometry uciekałyby prędzej. Ostatni odcinek(polski) także dostarczył nam mocnych wrażeń. To była noc, było tak zimno że chociaż ubrani we wszystko co mieliśmy byliśmy sparaliżowani zimnem. Dopiero w Radomiu uwierzyłem, że damy rade, że dojedziemy. Po drodze oczywiście mieliśmy przygody:
Belgrad, noc - Edi zgubiła rękawiczkę motocyklową na autostradzie- wziąłem się zawziąłem i po dwóch godzinach poszukiwań znalazłem.
Słowacja- braknie paliwa, na szczęście do stacji tylko 2 kilometry i to z górki uf!
 

 
Podczag gdy wy spaliscie my pokonywaliśmy kolejne kilometry. Przejechaliśmy ich 1300. Czujemy sie dobrze i jedziemy dalej.
 

 
Ostatnie zdjęcie razem - ekipa1 zwiedza dalej, a my wracamy. Z Kapadocji wyjechaliśmy o 13, do Istambułu 300km. Jedziemy dalej
 

 
Środa, 23 września:

W Gruzji noclegi u bardzo gościnnych Ormian i Gruzinów. Turcja - dziś przejechaliśmy prawie 800 km. Do domu jeszcze prawie 3000 km. Pada, pokropuje, leje, jest zimno, jest super !
 

 
Wtorek, 22 września.

Opona naprawiona. W niedzielę i poniedziałek przeprawa przez gruzińskie błota i glinę na odcinku 100km.Vargi-miasto w skale. Spotkaliśmy Polakow na motorach.
 

 
W Gruzji nawet na środku głównej drogi wylegują się krowy,świnie itp. Widzieliśmy katedrę z 1003r.i miasto wykute w skale z 2000 r.p.n.e.- tu nocujemy.
 

 
Od wczoraj jesteśmy w Gruzji. Mamy za sobą ciężką noc przy cziczi(bimber70%) z przypadkowo poznanymi Gruzinami : Kachą i Gogą
 

 





Pakowanie obozowiska w strugach deszczu.Przekroczyliśmy Góry Pontyjskie w deszczu i we mgle 2600m n.p.m. Po południowej stronie gór ładna, słoneczna pogoda. Zamknięta droga do Yusufeli,objazd polnymi drogami ukazał piękno gór.Kaskaderskie wyczyny ciężarówek dostarczały nam dużych dawek adrenaliny. Jedliśmy dzikie granaty...
  • awatar Gość: heja, dawno się nie odzywałem bo byłem na wyjeździe i nie bardzo miałem dostęp do netu. Wyprawa z tego co widzę jest poporostu bomba. Uważajcie na siebie i szerokiej drogi. Pozdrawiam i powodzenia
  • awatar Gość: Jazda w deszczu motocyklami po górach i to na takiej wysokości to też kaskaderski wyczyn.Mam nadzieję ,że w dalszej części podróży będziecie mieli ładną pogodę.Strasznie jestem ciekawa wrażeń z Gruzji. Czekamy na każdą waszą wiadomość.Szerokiej drogi. Pozdrawiamy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Podziwiamy Góry Pontyjskie.Polnymi drogami wjechaliśmy na ponad 2000m n.p.m.Podziwialiśmy codzienne życie tureckich górali.Zwiedziliśmy Klasztor Samuela wiszący na....pionowej skale 300m nad doliną. Trąba powietrzna nad Morzem Czarnym. Po 4 dniach znaleźliśmy sklep z piwem za 5zł. Nocleg w sercu gór na zakręcie przy strumyku.
 

 
Nie rozumiemy się ale się dogadujemy. Policja nas nie zatrzymuje nawet gdy czasem łamiemy (delikatnie) przepisy. Jutro góry ponad 3000m n.p.m., kolejna przygoda. Nocujemy w Haciomer.
 

 
Pogoda wspaniała. Im bliżej Gruzji, tym piękniej-góry w kolorach tęczy albo jakby z aksamitu. Budują drogi jeszcze lepsze. W miasteczkach zbieraja się tłumy ciekawskich Tubylców.
 

 
Niedziela 13 września

Ta gościnność - BOMBA, nie znamy języka ale Oni chcą nas ugościć. Dziś jest ciepło. Mateusz zmienił olej. Góry zmieniły się - są piękne jak w Gruzji (800 km jeszcze).

Wpisy z Poniedziałku już będą aktualne, miałem awarię telefonu dlatego mamy lekkie opóźnienie.
 

 
Sobota, 12 września:

Dziś całą drogę przelotnie padało,byliśmy twardzi.Ludzie bardzo gościnni,częstują kawą i herbatą na stacjach benzynowych.Pierwszy raz w życiu piłem kawę,nie wiedziałem jak odmówić...
 

 
Sobotni poranek:

Nasze maszyny odpoczywają, a my czekamy na pogodę.Cała noc burza i teraz przelotnie. Obowiązkowa kąpiel w morzu była - woda ciepła i słona
 

 
Piątek, 11 września (wieczór)

Z trudem wyjechaliśmy z miasta mostem łączącym dwa kontynenty. Dzis śpimy 50 metrów od brzegu Morza Czarnego (oczywiście na dziko).
 

 
Piątek, 11 września (środek dnia)

Jeździmy delikatnie-koszty.Drogi dobre.Istanbuł-20mln mieszkańców,ogromne miasto,masa ulic dużych i drobnych.Wszędzie ludzie,samochody,gwar,zamęt,handel i wszyscy, totalnie wszyscy trąbią.
 

 
Piątek 11 września:

Bułgaria: smaczne,soczyste winogrona prosto z pola Turcja: przejścia na przejściu granicznym~koszty:wizy,zielona karta.Paliwo około 7 zł/l.Autostrada 250km/10zł
 

 
Bez jaj z tyłu Dunaj, ale mostu brak. Nigdzie nie widać mostu. Jedziemy więc do Ruse Bulgaria w poszukiwaniu mostu. Żegnaj Romanio.
 

 
W środę byliśmy w Rumunii-super trasa transfagolska-raj dla motocyklisty-jeszcze nigdy nie jechalem tak krętymi drogami. Okazuje się, że mają drogi i dobre i kiepskie.

Heh wszechobecne staruszki przy drodze,krowy na etacie koni,przeprawa przez ogromne stado owiec w miasteczku, dziki niedźwiedź na poboczu... Żyć nie umierać Jestesmy zachwyceni.
 

 
Przed samą granicą uzupełnić trzeba niezbędne braki...
i świat stanął na głowie
  • awatar Gość: Taka usterka to pestka i oby tylko takie spotykały Was przez całą trasę.Humory dopisują i tak trzymajcie. Szerokiej drogi,pozdrawiamy i czekamy na wiadomości
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
No i pierwsze usterki. Poszła żarówa u Matiego

A dziewczyny się z niego nabijają...normalnie zdrada stanu!
 

 
Taaa, taki jestem radosny...
  • awatar Gość: Zara, zara ja tam kiedyś byłem...:) Michał (Złoty) Pozdro
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Z rana trochę zdjęć. Wstaliśmy dziś wcześnie, jakoś tak po siódmej (no dla kogo wcześnie to wcześnie). Standardowo śniadanie pakowanie sprzętu i w drogę.
 

 
Hihi zabawne jest jak ktoś dzwoni/ pisze "dlaczego stoimy" fajnie fajnie. Jutro będzie mniej postojów. Może uda mi się przygotować wiadomość głosową.

Noc całkiem spokojna, tylko w oddali gdzieś grzmi.
  • awatar Saito | Michał Janiszewski: @Piotr Makosa: trzeba kliknąć na "historia" i tam jest taki dropdown (Dzis)(wczoraj) itp. Po wybraniu dnia pokazuje się trasa wykonana własnie tego dnia :)
  • awatar Gość: Czesć Wam, obserwujemy i kibicujemy. Na ukrainie chłodno w najbliższe dni, ale sucho. GEO nie pokazuje trasy od poczatku tylko bieżącą trase na dany dzień?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
A teraz trochę wyjaśnień:
Pewnie zauważyliście, że zawróciliśmy. Najpierw okazalo sie, że przejście graniczne, do którego prowadzi nas navi było tylko dla tubylcow, potem postanowiliśmy jechac do Barwinka, żeby jechać przez Słowację, ale trochę się rozmyśliliśmy, bo stwierdziliśmy, że to zbyt proste, wiec zawróciliśmy do przejścia w Krościenku. Już szykujemy się do przeprawy a tu nagle otrzymujemy info od Mateusza, że zostało im nie wiele do granicy ze Slowacją i że lepiej jechać razem już, bo na Ukrainie możemy zabawić dłużej przez oczekiwanie na granicy a i policja nie należy do najbardziej pomocnych, jak to na Ukrainie. Postanowiliśmy więc spotkać się jeszcze w Polsce i przede wszystkim jechac przez Słowacje, gdzie euro na szczęście już działa.

Przed snem naprawilismy fotobank, a i mielismy pożar heh, ale nie groźny. Gorąca atmosfera się zrobiła Jutro ostro ruszamy - w planie 800 kilo do zrobienia...Heh no to zaczyna się ciekawie...

Przynajmniej widzieliście nas, bo za granicą nie wiadomo, czy geo2 zadziała...oby...choć z zasięgiem może być różnie. Acha przejeżdzając przez Sanok kupiliśmy karimatę w sklepie taty Maćka, no bo materac to już do niczego a właśnie a propo...leżę na kurtkach i karimacie Jutro będę cały połamany...
 

 
Granica już niedaleko. Hmm czy geo2 zadziała?
 

 
No ruszamy dalej. Wszystko ustalone z Ekipą 1. Dołączą do nas już w Rumunii. Są niedaleko, więc niebawem się spotkamy. No to komu w drogę, temu...motor
 

 
Poranek nad Soliną (jeziorko w tle). Co prawda deszczowy, ale miejmy nadzieję, że się rozpogodzi. No i ten klimat...z disco polo w tle Zabawa na całego. Co jak co, ale namiot się sprawdził, mały, ale przynajmniej nic na głowy nie kapało. Rozciąganie kości, śniadanko i dalej w drogę, bo szkoda czasu. Wstaliśmy skoro świt ok. 9:30 Ups, Edi materac nawala, trzeba będzie kupić gdzieś inny, żeby na Słowacji już nie zawracać sobie tym głowy.
  • awatar Gość: 2 lata temu temu też byłam nad Soliną. Widoki są wspaniałe. czekamy na więcej fotek
  • awatar Gość: Widać, ze sąsiadka się wyspała, he he. Czas ruszać w drogę.
  • awatar Gość: super, też tak podrózuje ze swoim facetem i resztą ekipy. Ostatnio zwiedziliśmy na motorze Bieszczady ( Solinę też ;) ) i Ukraine. Pozdrawiam
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
A to już na stacji benzynowej - 250 km na jednym baku. Pogoda nas nie rozpieszcza. Było trochę zimno, wiał boczny wiatr, ale jest super. Dobrze, że mamy nawigację, która czasami myśli za nas Poranek zaplanowaliśmy nad Soliną i tam też się udaliśmy. Około 230 byliśmy już nad jeziorem. Rozbijanie namiotu wieczorem nie należało do najprzyjemniejszych, ale i z tym sobie poradziliśmy. No i wyszły pewne braki...latarki i za mały namiot...
  • awatar Gość: czy tam nie mieszkał Grigori Sakaszwilli?pozdro
  • awatar Gość: Witajcie, cały czas Wam kibicujemy tzn Gosia, Jacek i Piotruś. Zazdroszczę tych wspaniałych widoków. Po powrocie odwiedzimy Was i podzielicie się z nami wrażeniami.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Początek wyprawy wprawdzie był w niedzielę, ale w ferworze przygotowań zaczynam zdawać relacje od dziś. Czas ruszać i podbijać świat Wszystko zamontowane, motor przetestowany, zrobiłem małe kółko - co widać na mapie. Humory dopisują, więc w drogę!
  • awatar jasmini: Transalp to moje marzenie :) widzę, że towarzystwo z okolic Kozienic, mam tam rodzinę :) szerokiej drogi bez przykrych niespodzianek!
  • awatar Gość: Witam.Również jesteśmy z Wami - Kasia i Arek.
  • awatar Gość: Pozdrawiam serdecznie. Niesamowita wyprawa do pozazdroszczenia! Trzymam kciuki uwazajcie na siebie i przepisowo jezdzijcie bo z policja spotkania nie sa mile. Pawel Makosa
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›